Od Wansei cd. Shinrana

 -Ja mogę pomóc- Wansea usłyszała młody, kobiey głos. Na wszelki wypadek przygotowała się do użycia magii ognia, w razie gdyby okazało się, iż któryś z myśliwych postanowił wrócić.
-Kim jesteś?- zapytała Lisia Kitka ujrzawszy wyłaniającą się zza pnia rudowłosą dziewczynę trzymającą za wodze ogromnego karego wierzchowca. Z wyglądu pasowała do opisu gościa, jaki przybył dwa dni temu to chaty Shinrana. Ile dziewcząt posiada trójgraniastą bliznę na twarzy? Wolała jednak wpierw posłuchać wersji samej przybyłej.W tej samej chwili tygrys wydał długi niski pomruk.- Znasz ją, Shinran?- zerknęła na wciąż wiszącego w łowieckiej siatce wielkiego kota. Ten potrząsnął głową. 
-Jestem Nikita Albora Springbringer, pani- nieznajoma z gracją ukłoniła się, jakby wykonywała ten ruch tysiące razy.- Przybyłam tutaj przed dwoma dniami i otrzymałam pomoc od tutejszego medyka Lavera oraz panny Loretty, a także panicza Shinrana. W związku z tym zadeklarowałam, iż odbędę u niego służbę, by spłacić swój dług. 
Wansea ściągnęła brwi. Nie do końca rozumiała co właśnie usłyszała. Że niby mały Shinran, to biedne stworzenie, ma teraz za służkę dziewczynę, która wygląda i wysławia się jakby wkrótce miała zostać władczynią wojowników? 
-Drogie panie-odezwał się humanoidalny ryś- wybaczcie, że się wtrącam, jednak pragnę przypomnieć, iż wasz towarzysz wciąż wisi w najlepsze na tym nie najwygodniejszym hamaku. Co więcej mam pomysł jak go stamtąd wydostać. 
Po wysłuchaniu planu od razu przystąpili do oswobodzenia Shinrana. Stwór zaczerpnął jeszcze wody z dwóch drzew, jednak tym razem nie doporowadzających ich do całkowitej śmierci. Za sprawą wód gruntowych wkrótce powinny znów stać się piękne i zielone. Rozciągnął pobraną wodę niczym dysk tworząc coś na kształt wodnego materaca. Gdy asekuracja była gotowa, Wansea przy pomocy zaklęcia przepaliła linę. Nikita w tym czasie czujnie obserwowała okolicę dosiadając swego rumaka w razie, gdyby myśliwi powrócili z posiłkami. Skóra tygrysa należała do bardzo kosztownych dóbr, dlatego Lisia Kitka nie zdziwiłaby się, gdyby nawet obecność dziwnego, nawet jak na realia Zgromadzenia, stworzenia wcale tak bardzo ich nie zniechęciły. 
Choć Shinran już po kilkunastu minutach znalazł się z powrotem na ziemi, nie zmienił swojej formy. Wansea wiedziała, że jest mu wstyd, więc jedynie pogłaskała zdawkowo między uszami. Porozmawiają później. Teraz to Pietruszka, która ją zaalarmowała, podkicała do swego pana, aby okazać mu wsparcie. 
-Proszę mi wybaczyć, że nie zapytałam wcześniej. Jak pana zwą?
-Lince- odparł. 
-Lisia Kitka. Zechcesz udać się z nami na posiłek? 
~*~
Lince chciał. I tym sposobem znaleźli się w reprezentacyjnej chacie należącej do Wansei. To tutaj przyjmowała gości oraz nowo przyjętych członków zgromadzenia, których wciąż obowiązywał czas próbny. Lucija, poczicwa starownika, najstarsza znana Wansei osoba zdolna do zmiennokształtności w niespełna godzinę przygotowała wspaniałą ucztę, a wcześniej, nim podała dwudaniowy obiad, ugościła przybyszy niedawno wyjątym z piekarnika plackiem jabłkowo-jeżynownym. Dopiero jej słowa otuchy skłoniły Shinrana do przemienienia się z powrotem w człowieka (oraz drobny szantaż: "Jak zjesz placek jako tygrys to będziesz cały umorusany, a jak chcesz doczyścić futro z jeżyn? Będę musiała cię wyprać jak podomkę!").
-Widzę aż dwie nowe twarze- zaczęła przywódczyni Zgromadzenia Hipermnezji.- Cóż was tu sprowadza? 
Pierwszy zaczął humanoidalny ryś. Wstał od stołu, grzecznie ukłonił się wszystkim zgromadzonym i zaczął: 
-Od wielu lat podróżuję, aby znaleźć miejsce, w którym w końcu będę mógł poczuć się swobodnie. Nie jest łatwo być zmiennokształtnym, jednak w moim przypadku sytuacja jest szczególna, bowiem narodziłem się jako tryton. Magia pozwalająca przemieniać ludzkie ciało w zwierzęce działa na mą animalistyczną część w podobny sposób. Co więcej, z niezrozumiałych dla mnie pododów, na pewnym etapie łączą się one w jedność i oto jestem- wskazał na swoje owłosione ciało.- Moje kończyny są zupełnie ludzkie, podobnie jak umysł. Wyglądam jakby ryś zjadł człowieka i przybrał jego ciało pozostając we własnej skórze. Z tego powodu, w wielu krainach, jestem trakowany nie tylko jako przekleństwo, ale wręcz demon. Nie wystarczy mnie zabić. Trzeba torturować i poddawać najwymyślniejszym zabiegom, żeby upewnić się, iż na pewno nikomu nie zrobię krzywdy- zaśmiał się. Jego głos odbił się echem od kamiennych ścian.- Przypadek twojego przyjaciela pani-wskazał na Shinrana-dowodzi, że tutaj możecie żyć bezpiecznie, a przynajmniej nie bać się czy dotrwamy do następnego uderzenia serca-rzekł poetycko- dlatego-przyłożył dłoń do serca, po czym obszedł stół i klęknął na jedno kolano- proszę o azyl. Przynajmniej póki nie będę w stanie ruszyć w dalszą drogę. 
Wansea wyprostowawszy się, lekko zadarła podbródek. 
-Udzielam ci azylu, Lince. Ty uratowałeś życie jednego z nas, zatem teraz my sprawimy, aby twoja egzystancja na nowo nabrała godności i przyjemności. 
-Dziękuję-odparł, po czym wstał. Wciąż z uniżoną głową zasiadł z powrotem na swoim miejscu. Wansea obiecała sobie w duchu, że będzie go uważnie obserwować. 
-A ty, moja droga?- zwróciła się do Nikity.

Nikita? 

Komentarze

Popularne posty