Od Shinrana cd.Nikity
Obudził się we własnym łóżku. Przypominająca bochenek chleba Pietruszka, wciąż spokojnie spała obok niego. Wydarzenia wczorajszej nocy uderzyły go tak mocno i niespodziewanie, że wolałby, aby to nigdy się nie stało. Gdyby tak mógł zapomnieć albo...albo opanować się zanim wpadł w histerię.
Wyciągnął z komody czyste ubranie, przebrał się w spiżarni, po czym wymknął się z własnego domu niczym złodziej, w nadziei, że nie spotka Nikity. Pietruszka pobiegła tuż za nim.
Shinran nie zastanawiał się w jakim kierunku zmierza, był jednak pewny, że tego dnia nie wróci do domu. Nie był w stanie spojrzeć dziewczynie w oczy.
Co więcej, nie zdawał sobie sprawy, że wyszedł daleko poza bezpieczne tereny wpływów Lisiej Kitki. Zauważył to dopiero po kilku godzinach, gdy zmęczony długotrwałym marszem przystanął, aby złapać oddech. Poczuł szarpnięcie niepokoju w okolicy brzucha. Nie obawiał się braku orientacji, od powrotu do bezpiecznej chaty miał króliczycę, ale tego co może spotkać ich po drodze, bo oto zaczynało zmierzchać. Postanowił, iż przemieni się w tygrysa, w końcu powinno to odstraszyć potencjalnych napastników.
Shinran niestety nie zdawał sobie sprawy z jeden rzeczy: jak cenna jest skóra tych pręgowanych zwierząt.
Prawdą było co powiedział Nikicie: "Całkowicie kontroluję swoją zwierzęce wcielenie i łatwo mi wrócić do ludzkiej formy". W przyrodzie nie ma nic za darmo. Fakt, że po przemianie psychicznie pozostawał całkowicie sobą kosztowało go zwierzęce instynkty, dlatego też nie miał ani wspaniałego wzroku, ni sluchu czy węchu. Wszystko pozostało na ludzkim poziomie odczuwania i teraz to przypadek ocalił mu życie, bo właśnie w chwili, gdy strzała miała sięgnąć jego krtani schylił się by przyjrzeć się dreptającemu żukowi. Uderzenie serca później usłyszał szczekanie psów i kilka głosów popędzające konie. Nie dość, że znajdował się na obcym terenie, to jeszcze znalazł się w rzadszej części lasu, gdzie pościg konny był jak najbardziej możliwy. Mógłby przemienić się w człowieka, jednak obawiał się, że myśliwi to ludzie znający jego ojca. Zaczął biec ile sił w łapach i przynajmniej to udawało mu się lepiej niż w ludzkiej formie (korzyści wynikające z posiadania czterech stojących na ziemi kończyn były ogromne).
Nie znał jednak technik łowieckich, w związku z czym dał się zapędzić w sidła jak po sznurku. Nagle znalazł się w powietrzu, a siatka wrzynała mu się w plecy. Zdążył tylko zerknąć czy Pietruszce udało się uciec. Na całe szczęście nie zobaczył jej w żadnej z pozostałych pułapek. Pewnie pokicała ku domowi Lisiej Kitki. Króliczyca nigdy nie zostawiała go bez powodu, więc Wansea na pewno zorientuje się, że coś jest nie w porządku.
Chociaż z drugiej strony...jeżeli myśliwych interesuje jego skóra, to szefowa Zgromadzenia Hipermnezji nigdy nie przybędzie na czas. W zasadzie mógł odliczać ostatanie sekundy swojego życia.
Pierwszy przybył wysoki mężczyzna na krzepkim bułanie. Później dobrze zbudowana kobieta o opalonej cerze. Na koniec, przyjechało trzech jeżdźców na raz, dwóch chłopaków i jedna dziewczyna o długich brązowych włosach.
-Dostaniemy za niego ładną sumkę- powiedział pierwszy.
-Myślicie, że tygrysie mięso jest smaczne?- zapytała brązowowłosa wpatrzona w zwierzę, jakby miała je zjeść na surowo.
-Głupiaś-skitował jeden z podrostków.- To nie mała kicia, żeby dobrze smakować. Będzie łykowaty jak stara krowa.
-Jak się odpowiednio długo pogotuje to i podeszwę dacie radę zjeść- burknęła kobieta.- A teraz zastrzelcie go, musimy wracać.
W tej samej chwili bułanek zarżał głośno, stanął dęba i stracił równowagę. Jego jeździec spadł na ściółkę, jednak jedna ze stóp nie wypadła ze strzemienia. Dopiero przeciągnięty kilka metrów po nie najmiększej powierzchni udało mu się wyswobodzić.
-Co jest kurwa?!- ryknął rozglądając się dookoła. Wyglądał jakby zamierzał bić się z każdym napotkanym drzewem.
-Nie umiesz panować nad koniem to chodź pieszo-odpowiedział drugi z podrostków.- Przez ciebie staciliśmy wierzchowca. Był nowy, nie wróci do pieczary.
Wtem na ziemię upadła dziewczyna. Wstała i potarła czoło. Obok siebie znalazła niewielki kamień. Idealny by wykorzystać go do ataku procą.
-Ktoś tu jest...-szepnęła.
Usłyszeli śmiech, szczery i prawdziwy, jakby opowiedziała wspaniały żart. Wszyscy zadarli głowy i ujrzeli siedzącego w koronie jednego z drzew ni to człowieka ni to rysia. Bawił się sztyletem, wykonując różne sztuczki, a u jego pasa, w najwidoczniejszym miejscu, tkwiła przytwierdzoa proca.
-To takie zabawne widzieć jak łowca staje się ofiarą. I jakże poetyckie- odezwał się humanoidalny ryś, po czym w jednym susie zeskoczył.
Kobieta zachowała na tyle przytomności, by chwycić za kuszę. Gdyby stał przed nimi zwykły człowiek zapewne już dawno by go zaatakowali, lecz teraz działał efekt zaskoczenia, który już za moment miał się spotęgować, bo oto obok dziwnego stwora pojawiła się jeszcze dziwniejsza bestia. Wilk wydawał się utkany z dymu i cienia, a mimo to jego pazury bardzo wyraźnie wbijały się w ściółkę leśną.
-Idźcie precz i zostawcie tego biednego tygrysa w spokoju. Nie rozumiem dlaczego on miałby zginąć, a wy przeżyć. Wogóle nie rozumiem z jakiego powodu miałbym pozwolić takiemu plugastwu chodzić po świecie, ale nie mnie to oceniać. Zatem słuchajcie po powiem tylko raz: spierdalać. I to w podskokach.
Pierwsi nerwy stracili chłopcy. Drąc się na cały las popędzali konie.
-Czekajcie na mnie!- rzuciła za nimi dziewczyna popędzając swojego karusa do galopu.
Stwór zacmokał z dezaprobatą.
-A mówią, że to dzieci są coraz niegrzeczniejsze. Ja tu widzę coś zupełnie odwrotnego- powiedział, po czym skierował swoją włochatą dłoń w stronę wielkiego dębu. Niespodziewanie drzwo uschło, a przed myśliwymi pojawił się wąż utknany z setek kropelek wody.
Ten argument był decydujący. Kobieta syknęła przez usta jakieś przekleństwo. Nie popędziła konia od razu do galopu. Spokojnie zawróciła go, i ruchem łydek nakazała kłus. Mężczyzna wyciągnął ku niej ręce:
-Ej, a ja? Ty głupia pizdo zatrzymaj się!- zawołał, lecz ona tym bardziej nie posłuchała. Gdy uciekał, humanoidalny ryś dla rozrywki strzelił mu z procy w prawy pośladek, po czym głośno się zaśmiał. Uklęknął na jednym kolanie przy wilku i poczochrał ją za uchem.
-Widziałaś to Notta? Prosto w pupę!
Wilk jednak wskazał ruchem głowy wciąż wiszącego Shinrana.
-A tak - dziwna postać podrapała się po karku- wybacz, kolego. Jakby cię tu ściągnąć...-złapał się pod boki.
-Ja pomogę- Shinran usłyszał znajomy głos. To była Wansea, dosiadającego swojego nerwowego w kontaktach ogiera. Zeskoczyła z jego grzbietu, po czym podeszła do stwora z wyciągniętą dłonią.
-Lisia Kitka. Dziękuję za uratowanie mojego przyjaciela.
Humanoidalny ryś odwzajemnił uścisk z uśmiechem.
-To co, pani przecina linę, a ja łapię koteczka czy na odwrót?
Wansea?


Komentarze
Prześlij komentarz