Od Maegary do Nikity

Sny były jedynie chaotyczną mozaiką absurdalnych obrazów, obłędnym korowodem bizarnych wizji, wyrwanych z kontekstu i niemożliwych do pojęcia. Przemykały wciąż przez jej świadomość, zostawiając po sobie wibrujący w uszach wrzask i bezsensowne urywki niczego. Tylko jeden z nich, choć cudownie nieskładny, zapadł jej w pamięć. 

Widziała góry mięśni i rzeki krwi, nieboskłon zakryty przez roje oczu i połacie przypominających trawę rzęs. Kiedy szła po niekończącym się przestworze piekielnej równiny, po kostki zapadała się w rozmiękłej czerwonawej ziemii, wzdragała ilekroć mokra trupia rzęsa musnęła jej łydkę. Wtem, na tle groteskowej scenerii - dostrzegła coś. Zbliżywszy się do owego czegoś bez zdumienia stwierdziła, że owym czymś są dwie złożone jak do modlitwy ręce, pozbawione reszty ciała. A kiedy patrzyła na nie, spostrzegła, że spod ich paznokci powoli wyłaniają się główki kiełkujących roślin - w anormalnym przyśpieszeniu rosły, wyciągając delikatne listki ku czarnemu słońcu, konkurując zaciekle o jego skąpy blask, aż w końcu została tylko jedna, najsilniejsza, potężnymi konarami zadusiwszy siostry, korzeniami otuliwszy ich trupy. Jedna z gałęzi wysunęła się znacznie, po jej długości spłynęło coś jakby kropla krwi - a kropla ta uformowała wreszcie na końcu dorodny, lśniący biały owoc. Kiedy wyciągnęła po niego dłoń, drzewo schyliło głowę, pozwalając jej na zerwanie go.
Owoc miał gorzki smak, a kiedy wykrzywiła usta by wypluć wzięty kęs, stwierdziła, że zmienił się on w lepki popiół. Pył przylgnął do jej gardła, zatykając je, a kiedy rozpaczliwie próbowała złapać oddech, czerwona ziemia dookoła podnosiła się dookoła niej, z ogłuszającym hukiem przypominającym odgłos łopaty uderzającej o wieko trumny.
Wtem, kiedy wszystko wreszcie ucichło, otworzyła oczy.
Jedynym odgłosem zakłócającym miękką ciszę był niski, męski głos, nucący jakąś nieśpieszną melodię. Rozejrzała się uważnie po pomieszczeniu, w którym się obudziła. Było dość przestrzenne, o chłodnym i zachowawczym wystroju i niewielkiej ilości mebli. Łóżko na którym leżała było miękkie (przyjemna odmiana od twardej ziemi traktu), biała pościel delikatnie pachniała mydłem. Uniosła odrętwiałą rękę, nieskutecznie próbując ją zgiąć - i po sekundzie paniki uświadomiła sobie, że powodem dla którego jej ruchy są takie sztywne jest bandaż, krępujący jej rękę od śródręcza do połowy ramienia. Próbując podnieść się na drugim, zdrowym łokciu poruszyła kołdrą, a coś, co widocznie musiało na niej leżeć, spadło z szelestem rozwiewanych kartek. Skrzywiła się, słysząc że nucący mężczyzna zamilkł.
Po kilku minutach stanął w drzwiach, na jej widok otworzył szerzej ciemne oczy. Kiedy wraz z Nikitą ściągał ją z konia, wydawał jej się większy, straszniejszy - teraz jednak, z zaskoczeniem stwierdziła że jest dość drobny, o sympatycznej twarzy i siwych pasmach wśród czarnych włosów. Domyśliła się, że to on musi być medykiem, którego Delilah nazywała Laverem.
- Oh, obudziłaś się. - ni to stwierdził, ni zapytał, bez cienia emocji w głosie - To wspaniale. - odwrócił się w progu i krzyknął w głąb korytarza - Lotta, skocz no po Nikitę i Shinrana!
- Idę! - usłyszała głos kobiety. Ku jej zdziwieniu, nie towarzyszył mu najmniejszy nawet odgłos kroków. Wyraźnie słyszała wcześniej tylko głos i kroki medyka, dlatego założyła że tylko on poza nią znajdował się w tym miejscu.
Czarnowłosy zamknął za sobą drzwi i podszedł do stojącego pod ścianą pojedynczego krzesła. Przysunąwszy je bliżej łóżka, oparciem w jej stronę, zasiadł na nim i oparł podbródek na ułożonych na jego szczycie dłoniach.
- Pamiętasz jak tu trafiłaś? Wybacz, formalności.
- Cóż - zawahała się - nie do końca. Pamiętam drewnianą chatkę i to jak ściągaliście mnie z Eurosa, później musiałam już zemdleć.
Laver zastukał paznokciami w drewno. Nie spuszczał z niej oczu nawet na chwilę, rzadko też mrugał, co napawało ją dziwacznym niepokojem.
- Rozumiem - powiedział.
Po tym stwierdzeniu milczał długo. Maegara chrząknęła cicho, próbując pozbyć się drapania w suchym gardle, a medyk usłyszawszy to bez słowa wyszedł, by wrócić za chwilę ze szklanką wody. Schowała dumę do kieszeni, by mógł pomóc jej podnieść się do siadu i podtrzymać jej naczynie, kiedy zobaczył drżenie jej ręki, sygnalizujące że zaraz je upuści.
- Musisz wciąż być osłabiona - stwierdził, odkładając kubek na szafkę nocną. Schylił się po książkę którą wcześniej zrzuciła, otrzepał okładkę z niewidzialnego kurzu. Nie zdążyła zobaczyć tytułu, zanim odłożył ją obok herbaty, frontem w dół. - Z tego co mówił Shinran, ostrze którym cię zraniono prawdopodobnie było zatrute jadem kiełbasianym.
Słuchała go nie odzywając się - a i on nie spodziewał się raczej że się odezwie, nie wydawał się zniechęcony jej milczeniem.
- To raczej... hm... wyjątkowa jest to osoba - mówił, jakby do siebie - Mam wrażenie że jest jednym z nielicznych, od których nawet ja mógłbym się uczyć. Musisz później mu podziękować, jest duża szansa że będzie chciał cię odwiedzić. No nic. - wstał - Nie będę zakłócał twojego spokoju.
Skierował kroki w stronę drzwi.
- Poczekaj - odezwała się, wbrew sobie.
Odwrócił się w jej stronę.
- Tak?
Przełknęła głośno ślinę. Nie była wieszczką, nie dzieliła się swoim przekleństwem - ale ten człowiek zasługiwał na ostrzeżenie.
- Ja... - zawahała się przez chwilę - Ja mam pewien dar. Widzę przyszłość w swoich snach. Śniłam kiedy byłam nieprzytomna.
Nie wydawał się w żaden sposób zaintrygowany tym co miała do powiedzenia, z grzeczności chyba tylko ciągnął rozmowę.
- Czyżbyś widziała mnie?
- Cóż, nie do końca, ale mam nieodparte wrażenie że moja wizja dotyczyła ciebie.
- Słucham więc.
Wzięła głęboki wdech i przytoczyła ze szczegółami treść swojego snu. Medyk milczał, słuchając uważnie. Maegara nie była w stanie rozszyfrować emocji ukrytych za jego uśmiechem. W końcu, parsknął cichym śmiechem. Patrzyła na niego w osłupieniu, kiedy zaczął odwijać rękaw koszuli.
- Przepraszam za ten wybuch. - powiedział w końcu, wciąż rozbawiony, pokazując jej odsłoniętą rękę - Widzisz, pani, to co zobaczyłaś, cóż, już się wydarzyło. Mam identyczną na drugiej.
Jego ramię okalała blada, krzywa blizna - dokładnie w miejscu, w którym oderwane od ciała były ręce z jej wizji. Maegara zamilkła, zdjęta grozą.
- Jak to się mogło stać? - wydusiła wreszcie, głosem ciężkim od przerażenia. - To nigdy wcześniej się nie zdarzyło. Dlaczego nie widziałam twojej przyszłości?
Wbiła spojrzenie w jego twarz.
- Tak jakbyś ty... - jej głos był słaby, niewiele głośniejszy od szeptu - ...już nie żył.
Medyk słuchał jej z uprzejmym zainteresowaniem.
Nagle, obydwoje usłyszeli skrzypienie otwierających się drzwi wejściowych i głośne kroki. Medyk uśmiechnął się do niej.
- Oh, chyba masz gości - stwierdził pogodnie - Cóż, zostawię was samych. Do zobaczenia.
I wyszedł, zostawiając ją zupełnie osłupiałą. 

Komentarze

Popularne posty