Od Damoclesa cd. Lennarta

Damocles obudził się tego dnia zdjęty jakimś złym przeczuciem. Nie było to rzadkie zjawisko, wręcz przeciwnie - wiszące nad nim od wielu lat odczucie nieuchronnej zagłady przypominało mu o sobie na tyle często, że zdołał się do niego przyzwyczaić - nie mniej jednak, miał mdlące wrażenie że tym razem nie chodzi o niego. Spytał o to karty, ale odpowiedź której mu udzieliły była wyjątkowo nawet jak na nie niejednoznaczna. Rzucił nawet kości koźlęcia, ale one również nie rzuciły na sprawę więcej światła, chociaż miał wrażenie że wzór w który się ułożyły przypomina nieco wilczy pysk. Uznając wreszcie, że nie powinien się martwić problemem, którego rozwiązanie nie leży w jego możliwościach, wzruszył na całą sprawę ramionami i zabrał się za coś pożytecznego. 

Wrócił wreszcie myślami do elfki która poprosiła go o pomoc i przekleństwa które zostało na niej zawiązane - kilka dni temu, niedługo po rytuale który pozwolił pozbyć się raz na zawsze jej elfich uszu, dziewczyna odeszła i nie pokazała się na bagnach do tej pory. Był cokolwiek zawiedziony, ale czegóż w końcu mógł spodziewać się po zmiennokształtnej. Jego humor mniej paskudnym czynił jedynie fakt, że zanim odeszła, zdołał pobrać od niej pewną formę rekompensaty: fragmenty jej małżowin które rytualnie ściął podczas rytuału i nieznaczne ilości jej krwi, które zebrał do małej fiolki już po nim. 

Tę że fiolkę wydobył właśnie z ciemni, w której siedziała już zdecydowanie zbyt długo. Z ciężkim westchnieniem zrobił niezbędne minimum miejsca na zagraconym stole i rozstawił na nim dziwaczną machinę, ukrytą wcześniej pod płatem ciemnego płótna. 

Krew była niezwykle potężnym komponentem już sama w sobie - po wielu latach badań metodą prób i błędów, Damocles odkrył jednak że najwięcej jej magicznych właściwości drzemie w osoczu. Zaklęcia z użyciem krwi istot rozumnych bywały niestabilne, głównie za sprawą niezerwanego nawet po jej odłączeniu od reszty ciała połączenia owej esencji życia z osobą, od której została pobrana- szczególne niebezpieczeństwo groziło zaś czarnoksiężnikowi, jeżeli osoba owa była nieświadoma, że oto używa się jej krwi do jakichś niecnych praktyk. Połączenie to, jak zauważył Damocles - chociaż nie był jeszcze w stanie z całkowitą pewnością określić dlaczego - znacznie osłabione stawało się po rozbiciu krwi na poszczególne składniki, przez co te podczas użycia niosły ze sobą znacznie mniejsze ryzyko wszelakich komplikacji. Krew elfki była silna i z tego powodu nie zamierzał ryzykować. Pozyskanie osocza było możliwe dzięki owej dziwacznej machinie - zasada jej działania była dosyć prosta, opierała się na poddaniu krwi wpływowi siły odśrodkowej. Teorię wytłumaczył mu kiedyś pewien wędrowny medyk, dawno temu, zanim jeszcze osiadł na bagnach - praktykę natomiast wypracował sam, budując prymitywne, zasilane czystym magicznym potencjałem urządzenie. Używanie urządzenia tego było o tyle uciążliwe, że pozostawiało go bardzo osłabionym, dlatego też tak długo odkładał zajęcie się próbką. 

Niefortunnie, to nie był dla niego dobry dzień - niedługo po wprowadzeniu w ruch trybów maszyny, poczuł ogromne zakłócenie ochronnej linii, wskazujące na obecność więcej niż jednej osoby. Krzywiąc się, pogłaskał obojętną na jego cierpienie Malilie i czekał.

~*~

- Stanie się - powiedziała elfka, stojąca w wejściu do jego chaty - To wszystko się wydarzy.

Damocles nawet nie starał się kryć irytacji. Był na to zdecydowanie zbyt zmęczony. 

- Szansa byłaby znacznie mniejsza - powiedział, a jego głos niepokojąco przypominał warczenie zwierzęcia - gdybyś posłuchała mojej sugestii i siedziała na bagnie aż byśmy czegoś nie wymyślili, zamiast bawić się w silną i niezależną kobietę. 

Jej oczy zaszkliły się na te słowa, chociaż ciężko było powiedzieć, czy było to wyrazem smutku czy frustracji. Tak czy inaczej, zignorował to i podał jej ramię, które z wahaniem przyjęła. Zaprowadził ją do jedynego krzesła przy stole. 

- Poczekaj tu. 

Damocles zniknął za drzwiami drugiego pokoju. Trzymał za nimi wszystko, co mogło zagrozić jego cennym księgom - znajdowało się więc tutaj jedyne w chacie palenisko, a także zadziwiająco czysta drewniana balia. Pochylił się nad nią i wyskrobał szponiastym paznokciem na deskach kilka prostych glyfów, znalezionych kiedyś w księdze poświęconej magii żywiołów - i niebawem zaczęła ona powoli wypełniać się ściągniętą z otoczenia, magicznie oczyszczoną wodą. Następnie, dorzucił do kominka drew z ułożonego niedaleko stosu i rozpalił w nim ogień. Wrócił do izby głównej, wydobył z jednej z wielu szafek czystą koszulę i spodnie. 

- Chodź. - powiedział do elfki. Widząc, że podnosi się z wyraźnym trudem, zbliżył się, by jej pomóc. Zaprowadził ją do osobliwej komnaty łaziebnej. Kiedy spojrzała na niego ze zdumieniem, wyjaśnił: Pomyślałem, że chciałabyś się odświeżyć. Delilah naznosiła mi tu kiedyś jakichś kosmetyków, częstuj się. Zostawiam ci ubrania. Gdybyś czegoś potrzebowała krzycz. 

Zamknąwszy wreszcie za sobą drzwi, spojrzał w końcu na mężczyznę który doprowadził elfkę do jego domu, a który stał teraz cokolwiek niezręcznie przy wejściu i rozglądał się po izbie i zawartych w niej osobliwościach. Lenci, czy jak mu tam. Damocles ściągnął brwi, wbił w niego wzrok brzydkich, bladożółtych oczu. 

- A pan? Skończył bawić się w rycerza? - spytał, bez zbędnej złośliwości w głosie.

Nathair, Lennart?

Komentarze

Popularne posty