Od Shinrana do Lavera

 -Pietruszko, stój grzecznie. Nie moja wina, że wpakowałaś się w te chaszcze i twoje futerko wygląda teraz jak włosy Lisiej Kitki z rana- powiedział Shinran do swojej króliczycy, gdy ta zgrabnym kicnięciem wyrwała się mu z rąk. Znajdowali się na niewielkiej trwiastej polanie. Było jeszcze wcześnie, toteż czuli wilgotność porannej rosy, świeżą i orzeźwiającą.

Pietruszka przysiadła, poptrzyła na niego z dezaprobatą, po czym sama zaczęła czyścić swój przyszczek, uszka oraz futerko. 

-I co ja mam z tobą zrobić? -zaśmiał się, obserwując swoją towarzyszkę. Nagle Pietruszka wyprostowała się i zaczęła szybko poruszać nosem.-Co jest?- zapytał chłopak rozglądając się z przestrachem dookoła. Miał nadzieję, że jeżeli ktoś zawędrował na tereny Zgromadzenia, to jest to jakieś dziecko albo służący czy praczka, którzy po prosru zgubili drogę i wystarczy transformacja w tygrysa, aby skutecznie ich przestraszyć. 

Kiedyś przemiana przychodziła nieoczekiwanie i w żaden sposób nie był w stanie jej kontrolować. Teraz, dzięki pomocy innym członkom Zgromadzenia, wystarczyło, iż wyobraził sobie jak w swej tygrysiej postci hasa wesoło po lesie. Gdy tylko stanął na czterech łapach, nakazał Pietruszce schronić się pod swoim brzuchem. Wprawdzie Wansea sprawiła, iż bojowy charakter króliczycy w końcu miał odzwierciedlenie również w jej umiejętnościach, ale Shinran nienawidził wystawiać jej na niebezpieczeństwo. 

Ku zaskoczeniu chłopaka poczuł znajomy zapach, a potem ujrzał jego właściciela. Przekrzywił w bok głowę niedowierzając, iż właśnie jego droga skrzyżowała się z drogą Lavera Ratface, medyka należącego do Zgromadzenia. 

-Ach, kogo my tu mamy?-zagadnął mężczyzna. 

Shinran przysiadł na tylnich łapach, nie za bardzo więdząc co robić. Co ja mam teraz zrobić?, chciał powiedzieć sam do siebie, jednak z jego gardła wydobył się tylko nierozumiała mieszanka ryku i pisku. Pietruszka słysząc to pomyślała, iż coś zagraża jej panu, toteż wsykoczyła spod jego brzucha jak wytrawny pies bojowy. 

-Pietruszka. Tyle kosteczek w tak niewielkim ciele. I te uszy-powiedział Laver podchodząc bliżej. 

Shinran czym prędzej wyobraził sobie siebie jako człowieka pijącego ciepłą herbatkę z leśnych ziół, słodzoną miodem sosnowym. Będąc już w ludzkiej postaci, upadł na nieszlachetny fragemnt pleców, po czym jak najszybciej złapał króliczycę w swoje ramiona. Nie wiedział jak się zachowywać, bardzo wątpił, żeby inny członek Zgromadzenia zrobił krzywdę jemu czy Pietruszce, ale Laver wydwał mu się pewny siebie, a każda pewna siebie istota budziła w nim lęk. 

-Ja...Przyszliśmy tutaj, żeby wyszczotkować jej futerko. Bawiła się z innymi królikami i wpadła w zarośla. Wiesz, jest trochę większa, nawet od zajęcy- zaczął opowiadać, głaszcząc szare futerko, chcąc dodać sobie otuchy. - Ale ona tego bardzo nie lubi- wskazał dłonią leżącą wśród traw szczotkę- dlatego wrócimy już do domu. Nie będziemy ci przeszkadzać, pewnie patrolujesz czy ktoś nie potrzebuje twojej pomocy, to bardzo szlachetne z twojej strony, naprawdę to doceniam, Pietruszka pewnie też...-zaczął wyrzucać z siebie słowa z prędkością strzał wypuszczanych przez wprawnego łucznika. - To ten wpadnij do nas kiedyś na herbatkę z ziela serdecznika- wstał z króliczycą na rękach i już miał bardzo, ale to bardzo posiesznie iść w kierunku domu Wansei, kiedy usłyszał za sobą: 

Laver? 

Komentarze

Popularne posty