Od Shinrana cd.Lavera
Widząc przed sobą czarnego, bądź co bądź uroczego czarnego kota, Shinran zapomniał o tym, że przed chwilą został uleczony. Nie był zdziwiony, że widzi przed sobą zmiennokształtnego, w końcu sam nim był, a nawet też był kotem (przymknijmy oko, że nieco większym), nie rozumiał natomiast dlaczego Laver postanowił przemienić się akurat teraz.
-Chciałeś zobaczyć jak..a no jasne- Shinran uderzył się otwartą dłonią w czoło.- Przecież niekoniecznie musisz rozumieć ludzką mowę po zmianie. Chwilkę- zamknął oczy. Tym razem wyobraził sobie jak w zwierzęcej postaci pływa w pobliskim stawie.
Pietruszka patrzyła to na jednego, to na drugiego. Jej pan zazwyczaj nie zmieniał się w tygrysa w domu. Robił to tylko wtedy kiedy się bał i chciał kogoś nastraszyć albo gdy bawili się w lesie i musiał być na tyle szybki, żeby jej dorównać. Z kolei drugi z przemienionych był jej rozmiarów, co chyba stanowiło dla niej największą atrakcję tego dnia. Powoli zbliżyła się do kota i obwąchała go. Ten odsunął się. Hm, czyli nie ma ochoty na psoty, ale zabić też nie chce. W porządku.
Shinran z gracją przysiadł i wpatrywał się w Lavera. Musiał sobie przypomnieć w jaki sposób rozmawia się po zmianie.
~Dlaczego się przemieniłeś?-zapytał, a z jego paszczy wydobył się pomruk o różnej tonacji.
~Ehmmm, cóż...-Ratface uciekał wzrokiem. Nagle wszystko wydawało się bardzo interesujące, nawet krzywo przybita deska.-Profesjonalnie nazwałbym to niekontrolowanym zdarzeniem, które należy wyjaśnić w toku dalszego postępowania.
~Ach. Ale to chyba lepiej jako człowiek? Łatwiej ci będzie pisać, wiesz, robić notatki. Chyba, że ty nie robisz notatek.
~Nie mogę wrócić do ludzkiej postaci.
Shinran otworzył nieco pysk uwidatniając kły. Nie zamykał jej przez kilka sekund.
~A, nie znalazłeś jeszcze sposobu na "odnajdywnie drogi powrotnej" jak to nazywa Wansea?
Kot pokręcił główką na boki.
~Myślałeś o chwilach, kiedy byłeś człowiekiem? O albo jadłeś coś co bardzo przypomina ci momenty z czasów kiedy byłeś człowiekiem? U mojego ojca w rezydencji była jedna służka, kóra potrafiła zmieniać się w bobra. Na początku też nie potrafiła wracać do ludzkiej postaci, dlatego zawsze zostawiała kawałek jabłecznika pod ławką na podwórku, żeby móc go zjeść i przypomnieć sobie jak to jest być w swej pierwotnej formie. Mówiła, że to dlatego, że bardzo często piecze to ciasto z własną mamą. Mi przynosiła babeczki. Kuchnia robiła je z różnych resztek. Często jadałem je razem z wszystkimi jak już skończyli pracę, a w zamian oni mogli jeść moje posiłki. Ich były fajniejsze, bo jedli razem, opowiadali sobie historie. A ty masz takie wspomnienie z czasów jak byłeś człowiekiem? Próbowałeś już tak wracać? A może mam po kogoś pójść?
-Chyba i tak już tu jestem- usłyszeli cichutki kobiecy głos. Brzmiał jakby ktoś chciał coś powiedzieć, ale wycofał się w ostatniej chwili. Kilka uderzeń serc później, zobaczyli kobietę, a właściwie jej część o cerze białej jak mleko i włosach barwy kredy. - Laver...-szepnęła patrząc na kota.
~Loretta...Nie spodziewałem się tylu gości dzisiaj...Wybacz,że nie mogę cię godnie przyjąć to...-zaczął Shinran
~To teraz nie jest najistotniejszy problem w na...moim położeniu- powiedział Laver.- Loretto, czy uraczysz nas swą koncepcją jak zakończyć tę komplikację możliwie w jak najkrótszym czasie?
Loretta? Laver?


Komentarze
Prześlij komentarz