Od Shinrana cd.Lavera
Shinran nie zdołał uchylić się przed dłonią Lavera, tak samo jak nie zdążył powstrzymać Pietruszki przed wbiciem zębów w ramię mężczyzny. Ten jednak, nawet nie drgnął. Shinran zdumiał się przez chwilę, ale uświadomił sobie, że Laver jest nie po prostu medykiem: jest medykiem o magicznych zdolnościach.
-Ja...nie sądzę, żebym bał się twojej profesji. Nie lubię krwi, ale przecież medycy mają zapobiegać jej wypływowi prawda?- powiedział głaszcząc króliczycę między uszami, by nie tylko uspokoić rozsierdzone zwierzę, ale i by ukoić własne nerwy. Dawno nie zamienił tylu słów z kimś innym niż Lisia Kitka.- I ja...boję się każdego. Tak dla zasady.
-Dla zasady?- powtórzył Laver opuszczając dłoń.
Shinran skinął głową.
-Tak. Większość ludzi zakłada, że inne osoby są wobec niego obojętne albo przychylne, chyba, że sytuacja sprawia, iż może zakładać inaczej. Ja zakładam, że wszyscy są jak moi bracia- przytulił mocniej Pietruszkę, gdy przed oczami stanął mu obraz trójki rodzeństwa- bo tak nie mogę się rozczarować. Ja się na tym nie znam, to Wansea mi tak powiedziała. Nakazała mu przychodzić do siebie co trzeci dzień i opowiadać o tym co robię. Mam wrażenie, że jest zła, kiedy nie spotykam się z innymi członkami zgromadzenia, ale bo i po co skoro mam Pietruszkę...Dobrze nam w chatce we dwójkę. Daje jej różne natki, głaszczę, ostatnio uszyłem jej łóżeczko, tylko trochę mi nie wyszło...Bo Pietruszka nigdy nie spuści na mnie psa-wbił wzrok w trawę.- Najgorzej jest wtedy kiedy Lisia Kitka zaprosi kogoś w tym samym czasie co mnie, muszę wtedy bardzo uważać co mówię.
Laver przyjrzał mu się uważnie.
-Zatem mam przed sobą klasczyny przypadek traumy...
-...o nie!- przerwał mu chłopak.- Nie mów mi tego, proszę. Ja już to wiem, Wansea mi powiedziała. Naprawdę się staram, dlatego cię zaprosiłem. No ale mi nie wychodzi, bo zawsze się denerwuję i...no. A teraz tym bardziej chciałbym, żebyś mnie odwiedził. Mam specjalne maści, przyspieszają gojenie. Herbata jest bardzo smaczna...to znaczy moim zdaniem jest bardzo smaczna, w końcu nie każdy musi lubić moje mieszanki...
-Zatem prowadź- odparł Ratface nie zmieniając wyrazu twarzy.
Shinran uchylił wargi.
-Ale..tak teraz? Od razu?
Laver wzruszył ramionami.
-Jak to odłożymy to jeszcze się rozmyślisz. Jest to wysoce prawdopodobne. Proponuję również, byś w drodze do swego domu postarał się opanować oddech. Jeżeli puls jeszcze bardziej ci przyspieszy, stracisz przytomność.
Shinran przełknął. Miał wrażenie, że zdecydowanie za głośno.
-To tam- wskazał w kierunku południowej ścieżki.- Zapraszam.
~*~
Droga upłynęła im w całkowitym milczeniu. Shinran wiedział, iż jako gospodarz powinien nawet w drodze zabawiać gościa, lecz był tak zajęty uspokajaniem się, że nie był w stanie robić nic innego. Kilka razy potknął się o wystające korzenie, złamane gałęzie i leżące na trasie kamienie.
Po półgodzinnym marszu doszli do niewielkiej drewnianej niedawno wybudowanej chaty. Od południa i wschodu znajdował się ogródek warzywny, a w nim pełno marchwii, pietruszki, selera, koperku i kalarepy, zaś od zachodu, zaraz przy wejściu utworzono ścieżkę sadząc po obu stronach truskawki i poziomki. Północna ściana podwórka zarezerwowana była dla rzadko występujących ziół, nieprzepadających za przesadnym ciepłem.
-Wansea nakazała wybudować to dla mnie- powiedział, kiedy stanęli w przedsionku. Wszędzie na podłodze leżały grube tkane maty z mocno zbitego materiału. Kawałek dalej mieściło się największe w całym przybutku pomieszczenie, stanowiące pokój właścicela oraz kuchnię. Dalej znajdowały się dwa kolejne pomieszczenia: pokój Pietruszki oraz spiżarka.
-Rrrozgość się- powiedział Shinran wskazując na krzesło, po czym czmychnął do drugiego z pomieszczeń. Wychodząc z zapasami herbaty, miodu oraz słoiczkiem maści uchylił drzwi do pokoju króliczycy. Ta jednak ułożyła się wygodnie pod głównym stołem i ni myślała sobie iść.
Chłopak wprawnie rozpalił ogień, była to jedna z pierwszych czynności jakiej nauczyła go Wansea, po czym ustawił nad paleniskiem kociołek z wodą. Później przygotował dwa gliniane, pomalowane na zielono oraz niebiesko kubki i grzecznie przysiadł się do Lavera.
-Proszę- powiedział kładąc przed mężczyzną ceramiczną miseczkę z maścią.- I przepraszam. Ona tylko chciała mnie obronić. Wie, że sam nie dam sobie rady- uśmiechnął się nieznacznie, chcąc skłamać sam przed sobą, iż wcale nie jest mu przykro z powodu tego kim jest.
-Chętnie przyjmę ten podarek, lecz dla swych pacjentów, nie dla siebie-odparł Laver.- Jej ugryzienie było nieszkodliwe.
-Ach...Mam nadzieję, że będzie dobra. Mi pomogła kiedy ugryzł mnie koń Lisiej Kitki, ale to może tylko mi.
-Skuteczność twego specyfiku zostanie przeze mnie zbadana tokiem badań oraz eksperymentów in vivo oraz in vitro, po czym dokładnie opisane w raporcie- powiedział Ratface.
-A..acha-odparł Shinran.- Tym razem bał się cokolwiek powiedzieć. Laver wiedział tak dużo, podobnie jak jego ojciec i bracia. Nie chciał ponownie usłyszeć rechotu i przedrzeźniania z powodu "głupotek", które on ma do powiedzenia.- O, chyba woda się zagotowała- mruknął. Czym prędzej odszedł od stołu i podszedł do kocioła.
Wziął szmatkę, zdjął pokrywkę i wciąż chroniąc dłonie materiałem złapał za uchyty kotła i podniósł go. O ile z drążcymi z nerwów dłońmi bez większych problemów poradził sobie z poprednimi czynnościami, o tyle dotarcie do dwóch kubków było zbyd dużym wyzwaniem. Jedna z dłoni omsknęła się z uchytu i cały wrzątek wylądował na lewej stronie jego ciała. Krzyknął.
Laver


Komentarze
Prześlij komentarz