Od Shinrana cd. Nikity

 Shinran przez dwa uderzenia serca patrzył na nieznajomą w osłupieniu. Na pierwszy rzut oka to ona wyglądała jakby potrzebowała pomocy. Dopiero po chwili zorientował się, iż rany na jej twarzy są już zabliźnione. Wtedy również zauważył dosiadanego wyjątkowo niedbale wierzchowca. To zapewnie była przyjaciółka nieznajomej. 
Chłopak już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, kiedy obok niego pojawiła się Loretta. 
-Ona umiera-szepnęła. 
-Zatem naprawdę potrzebujecie pomocy-zwrócił się do przybyłej Laver. Shinran nawet nie zauważył, kiedy przyszedł. To zonaczało, iż naprawdę ma w sobie coś z kota. Zapewne bylłby wściekły, gdyby Janghuan powiedział to na głos. - Jestem medykiem - rzucił, idąc w stronę rannej. Kobieta podążyła za nim. 
-To ty jesteś Laver? -zapytała zrównując się z nim krokiem. Zaczęli wspólnie, z wyjątkową ostrożnością ściągać chorą z konia. Ratface przytaknął, na co w jej zdrowym oku pojawił się wyraz ulgi. 
Shinran stał wciąż w progu swojej chaty. Przełknął głośno ślinę, czuł, że jego nogi robią się mięciutkie niczym świeżo rozpuszczony karmel. 
Zamiast scenerii okalającej jego chatę widział teraz rodową posiadłość Janghuanów. Na podwórzu stali jego bracia oraz ojciec. W niewielkiej zagrodzie biegały dwa dzikie psy, które do niedawna pałętały się po okolicznych polach. 
-Pokaż mi, że jesteś mężczyzną- powiedział do trzynastoletniego Shinrana jego ojciec. Skinął na najstarszego z potomków, by ten dał swemu bratu miecz.- Nawet syn naszego stajennego potrafi cię pokonać w walce, dlatego nie kazaliśmy ci samodzielnie wytropić psów. Udowodnił mi tylko, że nie jesteś tym za kogo cię mam. 
Shinran nie poruszył się. Chciał uciec, jednak wiedział jakie tego będą konsekwencje, dlatego liczył, iż ktoś zainterweniuje, co było wyłącznie dziecinną mżonką, bowiem nikt nigdy nie sprzeciwiał się Xiangowi. Poirytowany mężczyzna ponowie skinął na najstarszego syna. Ten bez mrugnięcia okiem wskoczył do zagrody z dzikimi psami, złapał większego z nich za kark, następnie usiadł na nim i chwycił jedną ręką za pysk, po czym podciął mu gardło. Trysnęła krew. Ochlapała nogi najstarszego brata, utworzyła spływający strumień. Gdy zabite zwierzę poruszyło się w ostatniej konwulsji Shinran nie wytrzymał i zemdlał. 
-SHINRAN- usłyszał nagle kobiecy głos. Zamrugał oczami. Poczuł jak sztywnieją mu policzki oraz gardło, a w ustach wzbiera mu ślina.- Musisz im pomóc- powiedziała Lotta patrząc na niego.- Krew nie jest niczym strasznym, wiesz? To jej wyciek może być groźny, dlatego potrzebują twojej pomocy. Przynieś czyste ręczniki lub prześcieradła, a także naszykuj przegotowaną wodę, tylko nie za dużo, żeby się ostudziła. 
Chłopak chciał zacisąć ręcę w pięści, jednak jego palce były całe zesztywniałe.
-Dobrze-odparł.-Ja...powiedz, żeby ułożyli ją na łóżku w moim pokoju. 
Nie zdążył nawet pomyśleć jakie powinien być jego pierwszy krok, gdy do jego chaty wpadł Laver i rudowłosa. Ułożyli poszkodowaną na posłaniu chłopaka. Wykonany z gęsiego puchu materac, a także cała pościel od razu przesiąknęły krwią. Shinran zasłonił przegubem usta i nos. 
Zaczął drżeć. Tak bardzo znów bał się zawieść, a ponownie był tak blisko om...
-Chyba zostało trochę wody z parzenia kawy, prawda?- usłyszał głos Lotty, a potem poczuł na ramieniu ten jedyny w swoim rodzaju dotyk, jakiego można doświadczyć wyłącznie od istoty należącej zarówno do świata umarłych jak i żywych. 
-Tttak. Racja- odparł. Zdjął, teraz już tylko ciepły kociołek, przelał zawartość do miski i podał wraz z ręcznikami. Rudowłosa zaczęła oczyszczać rany, zaś Laver prowadził wstępne badanie, zanim skorzysta z mocy. Magia magią, ale wiedza medyczna to wiedza medyczna. 
Shinran niespodziewanie zdał sobie z czegoś sprawę. Podszedł do Ratface'a, a widząc go pogrążonego w zawiłościach ludzkiego organizmu zdecydował się delikatnie złapać go za rękaw zamiast się odzywać. Mężczyzna na sekundę oderwał wzrok od rannej. 
-Co?-burnął.
-Bo...bo ty znów staniesz się kotem. A co jak jej się pogorszy? 
-Zrobisz mi kawę, zapomniałeś? 
-A tak, racja-odparł Janghuan, lecz Laver zajęty był już przyłączaniem niemal odciętej kończyny do reszty ciała. To było zdecydowanie za wiele dla chłopaka, dlatego postanowił udać się do spiżarki. Zaczął ustawiać perfekcyjnie ułożone słoiczki, przeglądać zioła, aż w końcu usiadł na podłodze i zaczął głęboko oddychać. Wtedy też pojawiła się Pietruszka. Umościła się na nogach swojego pana i trącając jego rękę nosem dała do rozumienia by ją głaskać. 
-Ty to zawsze wiesz, kiedy przyjść- powiedział, pochylając się i całując ją w każde z uszu.
~*~
Nadszedł wieczór, gdy Shinran usłyszał pukanie do drzwi spiżarki. Pietruszka zeskoczyła na podłogę, jednak nie wykazaywała żadnych oznak niepokoju, dlatego od razu otworzył. Ujrzał rudowłosą nieznajomą, zaś przy jej nodze stał czarny kot. Tuż za nimi unosiła się Lotta. 
-Mamy problem-powiedziała rudowłosa. Jej głos trząsł się. Wyglądała jakby sama potrzebowała pomocy. Otworzyła ponownie usta, żeby coś powiedzieć, jednak z jej gardła nie wydobył się żaden dźwięk.
-Najprawdopodobniej miecz, którym została raniona Maegara był zatruty- dokończyła za nią Loretta.- Znasz się na tym prawda? 
Czy znał się na tym? Chyba tak. Skinął powoli głową. Rudowłosa bez słowa ruszyła w kieruku łóżka, zaś on podążył za nią. Może chciał oddalić moment ponowne zetknięcia z litrami krwi, choć o kilka sekund, a może rzeczywiście dostrzegł wyczerpanie towarzyszki Maegary, lecz nim przystąpił do oględzin rannej poszedł do kuchni, po krzesło.
-Proszę, usiądź. Wyglądasz na wyczerpaną-powiedział, po czym klęknął przy posłaniu, starając się nie myśleć o tym, że wszędzie znajduje się na wpół zakrzepła krew. 
Rozpoczął oględziny. 
Najpierw uniósł wszystkie kończyny, poza zranioną, która dzięki Laverowi wyglądała już niemal tak dobrze jak pozostałe, i opuścił na materac z niewielkiej odległości. Następnie przyłożył ucho do ust i nosa Maegary, uniósł powieki, popatrzył w oczy, otworzył wargi i dotknął wewnętrznej części policzka. Na koniec wziął nadgarstek chorej i zmierzył jej tętno. 
-Nie mogę być zupełnie pewien, bo starciła bardzo dużo krwi- zaczął- jednak stan gałek ocznych oraz suchość jamu ustnej powodują...- i tu jego sztuka jego profesjonalizmu upadła-...myślę, że to stężony jad kiełbasiany, być może wspierany magią, bowiem objawy nie powinny wystąpić tak szybko-wydukał w końcu.- Dlatego postaram się wykorzystać napar z ziół zawierających w sobie nieco więcej magii niż te przeciętne. 
Ponownie zaszył się w swojej spiżarni. Do sporządzenia zaprawy wykorzystał głównie korzenie lukrecji, kwiat chabru bławatka, porost pólnocny oraz korę dębu. Następnie podgrzał wszystko na niewielkim podgrzewaczu, dolewając stopniowo wody. 
-Musisz mi pomóc-powiedział do rudowłosej.- Czy możesz przytrzymać swoją towarzyszkę tak, bym mógł jej podać napar? 
W odpowiedzi skinęła głową. 
-Przygotuję kolejną porcję, aby podać ją jeszcze przed świtem-zakomunikował. Nie usłyszał odpowiedzi. Rudowłosa niemal przytuliła się do Maegary, sama wyglądając na wiotką i bezsilną. Shinran dotknął jej dłoni. Otworzyła gwałtownie oczy,w jednym z nich błysnął gniew, ale już po jednym uderzeniu serca błysk wygasł i wróciło zmęczenie. -Jak ci na imię?- zapytał. 
-Nikita- odpowiedziała. 
Wstał, wziął ją za ramię, tak aby mogła się na nim wesprzeć podczas wstawania z łóżka. 
-Mam jeszcze jedno posłanie. Zaraz je przygotuję - oznajmił sadzając ją z powrotem na krześle. 
Wszedł do pokoju Pietruszki. Króliczyca pojawiła się niemal od razu. Klęknął przy niej, po czym zaczął głaskać po głowie.
-W naszym domu jest jedna bardzo chora pani, a druga pani jest bardzo zmęczona. Odstąpisz jej swój pokój, żeby mogła się wyspać, a my pójdziemy na tę noc do spiżarki, co? -zaproponował. 
Pietruszka odsunęła się, podrapała tylną łapą za uchem, po czym opuściła swoje lokum. Jest zgoda. 
Przygotowanie posłania zajęło mu nieco czasu. Gdy ponownie przyszedł do Nikity ta już spała, jakby proste krzesło było najwygodniejszym łożem. Uznał jednak, że nie chce, aby rano bolał ją kark, dlatego, angażując wszystkie mięśnie i siły, nawet te, o ktorych istnieniu nie miał pojęcia, dźwignął ją na swoje plecy i niczym worek ziemniaków, ale bardzo drogocennych, zaniósł ją do pokoju Pietruszki i położył na prowizoryczne, choć miał nadzieje, że wygodne, posłanie. 
Gdy wyszedł Kot i Lotta patrzyli się na niego. 
-Wybaczcie-powiedział, po czym zwymiotował do najbliższej doniczki. 

Laver? Loretta? Nikita? Maegara? 

Komentarze

Popularne posty