Od Nikity cd. Loretty

Wielomiesięczna podróż dawała się we znaki już nie tylko ich wierzchowcom, ale też im samym. 

Czasami, w takie dni jak dzisiejszy, kiedy strudzenie było niemal nie do zniesienia, Nikita wracała wspomnieniami do tej nieszczęsnej nocy. Ostatnim co pamięta z tej nocy jest czerwony błysk szabli, upadającej z jej rozluźnionych nagle palców. Zaszlachtowałaby Kirila jak utuczone ciele, gdyby nie ingerencja Maegary. Nie jest pewna tego, co stało się z jej bratem – wie, że nie zdołała zadać mu ostatecznego ciosu, ale wielce prawdopodobne że i tak wykrwawił się od ran, które sprawiła mu tej nocy. Za taką wersją wydarzeń przemawiała treść listów gończych które puszczono za nią po feralnych wydarzeniach – głosiły one, jakoby była morderczynią, co nie rozmijało się z prawdą byt szeroko, biorąc pod uwagę służących których zabiła, nawet pomimo niskiej wartości jaką ich życia miały w oczach jej ojca, diuka Springbringera. Niemniej jednak, była wdzięczna Maegarze za to ziarno niepewności, które pozwalało jej spać nieco spokojniej. Nie zrozumcie tego źle – Nikita Albora Springbringer nie miała wyrzutów sumienia. Ale nawet ona bała się karmicznych konsekwencji bratobójstwa. 

Takimiż konsekwencjami mogło (choć nie musiało) być zdarzenie, mające miejsce wcześniej tego dnia. Napadnięte przez zbójców, skuszonych prawdopodobnie ich dworskimi szatami i wspaniałymi wierzchowcami (wbrew sprawianym przez nie pozorom, to było jedyne, co obecnie posiadały), zmuszone zostały do obrony – a w ferworze walki, przez niefortunny łańcuch wydarzeń, Maegara została poważnie zraniona. I chociaż Nikita zrobiła co mogła, nie trzeba było posiadać rozległej medycznej wiedzy żeby wiedzieć, że jej wojskowe przeszkolenie w pierwszej pomocy nie wystarczy - tutaj potrzebna jest pomoc profesjonalisty. Lewa ręka elfki trzymała się prawdopodobnie tylko na ostatnich strzępach mięśni i przesiąkniętym krwią rękawie. To właśnie sprawiło, że zboczyły z głównego szlaku i zeszły na żywne manowce, dostrzegłszy na nich w oddali kilka rozmieszczonych przygodnie chat. Przyświecający im cel odnalezienia działającej podobnież w okolicy organizacji zmiennokształtnych musiał chwilę poczekać, kiedy na szali było życie. 

Po niecałej półgodzinie jazdy, Nikita zatrzymała konie (miała w dłoni także lejce Eurusa, którego pani była zbyt słaba by utrzymać się w siodle, nie będąc do niego przywiązaną, a mowa by kierować koniem, nawet tak łagodnym jak ten), słysząc nieznaczne poruszenie w wysokich trawach. Dopuszczając do głosu swoje zwierzęce zmysły, zawęszyła w powietrzu – cokolwiek to było, pachniało słońcem i starym metalem. 

- Wyjdź, widziałam cię – powiedziała swoim szlacheckim, nieznoszącym sprzeciwu tonem.  

Spomiędzy traw wyłoniła białowłosa głowa, o dwójce rozbieganych, błyszczących oczu. Niewielkie dziewczę wstało, wyszło jej na spotkanie, otrzepując się z odłamków liści i lekkich, latających nasion. Wyglądała na zaskoczoną.

- Jakim cudem? – spytała, zawiedziona.

- To nie jest teraz ważne – odparła Nikita, porzucając dumny ton, brzmiąc niemal pokornie – Potrzebuję pomocy. Gdzie znajdę najbliższego medyka?

- Najbliższy to Laver będzie - dziewczyna wskazała dłonią jedną z chat w oddali – ale on jest trochę straszny. 

- Nie zastaniemy go – wymamrotała nagle słabo Maegara – Widziałam to… musimy jechać dalej.

Nikita spojrzała na ich rozmówczynię. 

- Ktokolwiek inny? 

- Jest jeszcze ten drugi, Shinran, bardziej w tamtą stronę. Ale on nie pomoże z tym. – białowłosa wskazała głową na rękę, którą Maegara próbowała chować pod obszernym płaszczem. – On się raczej w ziołach grzebie. Mówią, że boi się krwi. 

Nikita spojrzała na słaniającą się w siodle elfkę. Złapała oczami jej spojrzenie. „Musimy spróbować”, zdawało się mówić. 

- Dziękuję ci, panno…

- Delilah – koci uśmieszek dziewczyny rozszerzył się, ukazując drobną przerwę między górnymi jedynkami. 

- Delilah – Nikita skinęła głową. – Odwdzięczę się jeśli kiedyś jeszcze się spotkamy – a potem pognała Wołosa.

~*~

Zajechawszy pod niewielką drewnianą chatkę z widocznie zadbanym ogródkiem, nie miała wątpliwości, że oto odnalazła miejsce zamieszkania wspomnianego przez Delilah zielarza. Płynnym ruchem zeskoczyła z siodła i podeszła do drzwi – nie musiała tracić czasu na pętanie koni, znała je bowiem i wiedziała że nie uciekną. Uniósłszy dłoń, wzięła głęboki oddech i zapukała w drewno.

Czekała niedługo – wkrótce usłyszała kroki i subtelny szelest wiszącej w oknie zasłony. Kiedy drzwi się otworzyły, ujrzała za nimi ciemnowłosego chłopaka, o twarzy która wydawała jej się znajoma… 

Prędko odegnała natrętną myśl i przemówiła, językiem suchym ze zdenerwowania. 

- Błagam. Moja przyjaciółka potrzebuje pomocy.   

Shinran?

Komentarze

Popularne posty