Od Nathair do Damoclesa

 Niewątpliwie najgorszym aspektem porzucenia międzywymiarowego podróżowania był problem ze znajdowaniem nowej wiedzy. Tutejsze biblioteki były bardzo skąpo wyposażone, większość dzieł należała do prywatnych kolekcjonerów, którzy niechętnie, o ile wogóle pokazywali je na światło dzienne. Nathair nie pomagał również fakt, iż należała do rasy elfów. Wiele razy próbowała pozbyć się syterczących uszu, jednak te z uporem odrastały. Nie pomagał ani klasyczny nóż, ani znana jej magia. Srebro było równie skuteczne co zwykła stal, zaś zaklęcia pozwalały je cieszyć się pięknymi zaokrąglonymi małżowinami najwyżej przez kilka dni, przy czym samo rzucenie czaru kosztowało ją zdecydowanie za dużo pieniędzy. Nawet jej pioruny nie były w stanie pozbyć się charakterystycznego symbolu przynależności do tej skurwiałej rasy. 

Nadzieja pojawiła się jednak pewnego popołudnia, kiedy to wyszła na przechadzkę. Niewielka grupka ludzi, a przynajmniej na nich wyglądali, rozmawiali o nietuzinkowym mieszkańcu tutejszych terenów. Pod postacią węża, ukryta wśród zarośli zbliżyła się do nich, aby dowiedzieć się nieco więcej. Ku swojemu wyraźnemu zaskoczeniu usłyszała, że ów jegomość, według plotek, para się czarną magią, w związku z czym najlepiej omijać jego domostwo szerokim łukiem. Dla Nathair brzmiało to jak zaproszenie. 

Potrzebowała ledwie jednego dnia, aby znaleźć chatkę wyglądającą jak z bajek, które opowiada się dzieciom na dobranoc ku przestrodze, by nigdy nie zapuszczały się w głąb lasu.

-Ładnie tu-stwierdziła.-Bądź co bądź takie podwórko z pewnością trzyma wszystkich sąsiadów z daleka. 

Wyprostowana, pewnym siebie krokiem ruszyła przez wątpliwej stabilności most. Kiedy podeszła do drzwi, odezwała się sowa. Być może właściciel przybytku uczynił z niej automatyczną kołatkę? Mimo to Nathair nie wahała się ani chwili. Zacisnęła dłoń w pięść, po czym trzykrotnie, wyjątkowo solidnie, zapukała. 


Damocles? 

Komentarze

Popularne posty