Od Nathair cd. Damoclesa

 Widziała mężycznę bardzo przypominającego jej dziadka, jednak nie był do końca nim. Równie dobrze mógłby to być jej ojciec. Chociaż nie. Mógłby być nimi obojgiem. 
-To doprawdy fascynujące jak bezrozumne bywają kobiety-zaczął.- Wpierw twoja matka, a teraz ty.
Jego głos brzmiał jakby mówił przez tubę. Był irytujący, głośny, niezpowalający na jedną samodzielną myśl.
-Tak bardzo nieznosiła swojego męża, że chciała uciec, wiesz? I zdajesz sobie sprawę co ta bałwanica zrobiła?- zaśmiał się. - Poszła do trytona. Zapytała czy istnieje sposób, żeby móc zamieszkać pośród nich. Ta kretynka, dzięki swemu mężowi wiedziała, że nad podmorskim królestwem władca oraz Rada mają najmniejsze wpływy, dlatego chciała sobie wychodować tłusty, pokryty rybimi łuskami ogon, aby uciec. I tak, dostała nawet miksturę, a wiesz za co? Przespała się z nim. Nawet nie chce myśleć, co tam robili, jak to musiało wyglądać. 
On sam mówił nie chciał myśleć o tym jak to musiało wyglądać, lecz głos którym przemawiał sprawiał, iż Nathair widziała jego wizje bardzo dokładnie. 
-Ta kurwa miała szczęście, że chociaż otrzymała zapłatę za swoje usługi. Wciąż nie wiem czy to dobrze czy źle, że już wtedy mój potomek zdążył ją zapłodnić i nie zrodziła jakiegoś plugastwa, choć jak patrzę na ciebie to nie wiem, czy przypadkiem nie zaliczasz się do ich grona. W każdym razie swoje wspaniałe drugie wcielenie zawdzięczasz nikomu innemu jak własnej matuli, która uraczyła płód miksurą pochodzącą z głębi oceanu. Krew elfów w jej ciele była wystarczająco silna, aby pokonać magię wody, lecz dziecko w jej brzuchu było pozbawione tak mocnej ochrony.
Zrobił przerwę, żeby wizualizacje na pewno wryły się w pamięć Nathair. 
-Wolałbym, żebyś umarła tuż przy porodzie, a może nawet w jej łonie. Wtedy mogłybyście umrzeć we dwie i mój ród nie zostałby splamiony hańbą. Widzę, że krew mojego potomka sprawiła, iż ty miałaś dość rozumu, aby czynić zmazy na kartach naszej historii w innym świecie. Jednak krew tej wywłoki sprawiła, że sądziłaś, iż tu cię nie dopadnę-zaśmiał się ponownie. - Ale ja mam dla ciebie zadanie. Skoro już istniejesz i jesteś na tyle głupia, żeby zwracać się do najplugawszej z magii, otwierając mi wrota do twojej linii życia...Zostaniesz zapomnianą matką najwspanialszego elfa, jakiego widział ten świat. Podniesiemy naszą rasę z kolan, przywrócimy jej stosowne miejsce w miejscu, gdzie panoszy się choroba zwana zmiennokształtnością. Dasz mu nie tylko ciało ze swego ciała, ale wszystko co tylko możesz, łącznie z życiem, bo gdy on raz upadnie powstanie ponownie i nazywać go będą Ten Kóry Sam Się Wskrzesił. 
~*~
Gdy Nathair otworzyła oczy nie wiedziała gdzie się znajduje, dopiero po chwili przypomniała sobie jakim cudem znalazła się w chacie o dziwnym suficie i dlaczego czuje się tak słabo. Nagle ujrzała przed sobą twarz Damoclesa i był to najcudowniejszy widok jaki widziała od dawna. Musiała się bardzo głupio uśmiechnąć, bowiem mężczyzna wykrzywił usta w dziwnym grymasie, ale ją to zupełnie nie interesowało. Każda twarz należąca do kogokolwiek kto nie był elfem wydawała jej się piękna. 
-Udało się?-zapytała cicho.
Damocles skinął głową. Wziął jej dłoń i pokierował nią ku małżowinie. 
-Co się stało?-zapytał.- Zrozumiałbym twoje przerażenie, gdyby to była twoja pierwsza próba, ale jak na weterana nie wyglądasz najlepiej.
Wtedy przypomniała sobie, dlaczego tak bardzo nie chciała zobaczyć elfa.
-Pomożesz mi wstać?-poprosiła zamiast odpowiedzieć. 
Mężczyzna spełnił jej prośbę, jednak dalej stał wyczekująco z założonymi ramionami. 
Zaczęła mówić. Powoli, spokojnie, bez większych emocji, tak jakby nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, a kiedy skończyła mówić, zaśmiała się ze łzami w oczach: 
-Oni nigdy nie dadzą mi zapomnieć kim jestem. 

Damocles? 

Komentarze

Popularne posty