Od Nathair cd. Damoclesa
-Widzę, że plotki nie tylko mówiły prawdę, ale i, co doprawdy wyjątkowe, nie odzwierciedliły w pełni twojej wiedzy i magicznego potencjału- powiedziała Nathair usłyszawszy wymienione przez Damoclesa nazwy.
-Robiło się to i owo - odparł. Elfka nie dziwiła się, iż odpowiedź była tak wymijająca. Ona też niechętnie przyznawałaby się czego dowiedziedziała się w różnych zakątkach poszczególnych światów. - Musisz mi opowiedzieć nieco o sobie. Przede wszystkim wyjawić swoje podejrzenia, bo na pewno jakieś masz w związku z tym, iż do tej pory nie udało ci się stać...gładkouchą, bym to nazwał.
Nathair westchnęła ciężko i jednak zajęła proponowane wcześniej krzesło.
-Elfy to rasa występująca niemal we wszystkich światach, lub raczej występowała niemal we wszystkich światach, bowiem w niektórych należy już do zapomnianych reliktów przeszłości. Tam skąd ja pochodzę, elfy mają się bardzo dobrze, są najpotężniejsi, są rasą panów. Niemal wszystkie istoty humanoidalne, ludzie, krasnoludy a nawet syreny i trytony zmuszane są do posłuszeństwa. Dzieje się tak nie tylko przy udziale silnej magii, ale również faktu, iż tamtejszy władca oraz Rada doskonale wykorzystują słabości innych - Nathair zrobiła przerwę by zaczerpnąć tchu nim przejdzie do kolejnego fragmentu opowieści. Najchętniej zakończyłaby już teraz, jednakże Damocles miał słuszność: musiał wiedzieć co hamowało do tej pory wykorzystywane zaklęcia.- Magia wchodzi na arenę dopiero gdy zawodzi manipulacja. Pewnie wielu zdaje sobie sprawę co ich czeka, dlatego są posłuszni. Wolą żyć pod butem elfów niż ci mieliby wymordować ich całe rodziny. Pewnie nasuwa ci się teraz pytanie, dlaczego zniewolone rasy nie wystąpiły przeciwko elfom? Otóż powodu są dwa: jeden to wewnętrzne konflikty międzyrasowe. Wspólny wróg nie zawsze jednoczy, tym bardziej jeżeli jakaś grupa ma całkiem ciekawe benefity ze służby ku chwale spiczastouszych. Drugi z powodów to wspomniana wcześniej magia. Elfy, szczególnie ród monarszy oraz ci należący do Rady są naprawdę potężni. Wielu uważa, iż wynika to z czystości naszej krwi. Doprawdy, u nas nie usłyszysz o kimś takim jak półelf półktokolwiek. Takie istoty są z miejsca zabijane, razem z elfem czy elfką, którzy dopuścili się współżycia z kimś z poza rasy. Ja gdzieś tam głęboko i naiwnie wierzę, iż komuś udało się uciec i teraz dziedzictwo elfów wymieszało się z tradycjami ludzi, krasnoludów i wszystkich innych stworzeń żyjących w moim świecie. Jednak ja powstałam w wyniku ożenku przedstawicieli dwóch rodów, w których próżno szukać jakiekolwiek rozcieńczenia elfickiej krwi, bowiem ich historia jest udokumentowana od czasów protoplastów. Jak zapewnie się domyślasz, nie przyjęli dobrze faktu, iż jestem zmiennokształtną- zaśmiała się, poprawiając niesforny lok.
-Tak, to obecnie rzadkość, by elfy były dominującą rasą w danym świecie, przez co trudno o kogoś tak czystej krwi jak twoja, dlatego będziemy musieli sięgnąć po ten rodzaj magii, który przez poszczególne kręgi, uważany jest za niemoralny.
Nathair spojrzała na niego pytająco.
-A cóż jest przedmiotem ich niechęci?
-Złożenie ofiary-odparł.- W twoim przypadku powinien wystarczyć podarek w postaci średniej wielkości zwierzęcia.
-Zatem ci sami, którzy uważają te rodzaj magii za niemoralny wieczorem jedzą na kolację gęsinę i wieprzowe bitki?
-Podobno dla nich to jakaś różnica.
Elfka w myślach już obmyślała plan, gdzie udać się na polowanie. Zastawić pułapkę czy może spróbować złapać zwierzynę gołymi rękami?
-Rozumiem. Zschwytanie nie powinno zabrać mi dużo czasu. Kiedy mogę przyjść?
Damocles wzruszył ramionami.
-Będę wiedział, że przyjdziesz-odpowiedział.
Nathair uniosła kącik ust.
-Zatem do zobaczenia wkrótce-powiedziała, wstała z krzesła i ruszyła w kierunku wyjścia. Gospodarz odprowadził ją wzrokiem, zapewne upewniając się czy jego gość nie zabłądził w tej żyjącą własną wolą chatce. Na szczęście po chwili znalazła się na zzewnątrz.
~*~
Trafił jej się bóbr. Wielkie spasione tłuste bobrzysko. Zastawiła pułapkę na terenie miejscowego stada w postaci smakowitych korzeni najprzeróżniejszych roślinek i pod postacią węża czekała. Potem wystarczyło rzucić się na ofiarę i ją przydusić na tyle by straciła przytomność, ale nie umarła. Następnie związała mu kończyny, a nawet założyła prowizoryczną smycz, gdyby bobrowi udało się wymknąć. Nie chciała czekać ani chwili dłużej: zarzuciła zdobycz na plecy i powędrowała do chaty Damoclesa.
Damocles?


Komentarze
Prześlij komentarz