Od Loretty cd. Shinrana

 Loretta natychmiastowo doskoczyła do targanego torsjami chłopaka i obiema dłońmi zebrała jego długie włosy. Czarny kot przysiadł na jednej z leżących na podłodze mat, na przełomie przedsionka i głównej izby, i jedynie obserwował. Wyraz jego oczu był do cna obojętny, nie wyrażający ani zrozumienia, ani potępienia. Im dłużej patrzyła w jego złote tęczówki tym ciemniejsze i bardziej złowieszcze jej się wydawały. Maleńkie, czarne punkciki źrenic były drapieżne, na bieżąco rozkładające wszystko z czego się składała na czynniki pierwsze…

- Przepraszam – powtórzył Shinran, a jego głos brzmiał zupełnie słabo.

Wrażenie, że Kot jest w stanie przeniknąć wzrokiem do jej martwych kości minęło.

- Dobrze się czujesz? – spytała, nie uświadomiwszy sobie w porę jak głupie jest to pytanie. Skuliła się wewnętrznie, jak gdyby ktoś (prawdopodobnie ona sama, swoimi własnymi dłońmi) zmiął ją jak kawałek papieru. 

- Już mi lepiej. 

Nie brzmiał ani trochę przekonująco. 

- Myślę że też powinieneś usiąść. 

- A… a co z Laverem? – wskazał głową Kota, oglądającego teraz własne na zmianę wysuwające się i chowające pazury jakby widział je po raz pierwszy.

- Będzie musiał trochę wytrzymać. – odparła z niezbitą pewnością, mimo że wciąż czuła złote spojrzenie na swoich łopatkach. – Z resztą i tak pewnie za jakiś czas odmieni się sam z siebie, zawsze tak jest. Kiedy już się uspokoi. 

Odwróciła się i podeszła do Kota. Nawet się nie waż, zdawał się mówić całym sobą. Podniosła go mimo to, na co w odpowiedzi zatopił ostre jak szpileczki zęby w jej dłoni, którą podtrzymywała jego przednie łapki. Nie zdołał zadać jej półmaterialnemu ciału rany, lecz ból był prawdziwy – na szczęście udało jej się zdusić krzyk w gardle. Usiadła przy stole, naprzeciw Shinrana i ułożyła sobie zwierzę na kolanach, przytrzymując jego pyszczek dłonią jak kagańcem. 

- Użył dzisiaj bardzo dużo swojej mocy – wyjaśniła, widząc pytające spojrzenie chłopaka - nawdychał się zapachu krwi. Z tego co mi tłumaczył to działa trochę jak narkotyk i może nie myśleć teraz jasno. I… - zawahała się, zakłopotana - cóż… przed chwilą mnie ugryzł.

~ Przestań mówić – przeciągłe miauknięcie przeciekło jej przez palce. – Nic mi nie jest. 

Loretta zignorowała go. 

- Dlatego będę go trzymać. Na wszelki wypadek. 

- Przepraszam…

Obydwoje odwrócili głowy w kierunku z którego dochodził głos. W progu swojego tymczasowego pokoju stała rudowłosa dziewczyna z blizną – Nikita, przypomniała sobie po chwili Lotta, chociaż przez całe to zamieszanie nie była pewna kiedy dokładnie rudowłosa jej się przedstawiła. Wciąż wyglądała na tak samo zmęczoną jak kiedy widziała ją ostatnio. Shinran otworzył szerzej oczy. 

- Dlaczego nie odpoczywasz? 

- Majaki, panie. – odparła cicho, postąpiwszy obszerny krok do przodu. – Nie dają mi spać. Ale to nie jest to o czym chciałam porozmawiać. 

Dziewczyna padła przed nimi na kolana, w sposób o tyle szczery, co przesadny. 

- Panowie, pani. Ja, Nikita Albora Sprinbringer, z całego serca dziękuję wam – osunęła się nawet niżej, schyliła głowę.

~ Dziękuj jemu, moja robota poszłaby na marne gdyby nie on. Lotta, powiedz jej żeby dziękowała Shinranowi. 

Zdumiona tym przypływem szczerości (Laver nie należał bowiem do osób które lubiły umniejszać w jakikolwiek sposób swojej zasłudze), Lotta przetłumaczyła jego miauczenie. Nikita z pokorą zwróciła się do Janghuana.

- Wiem, że nie jestem w pozycji do składania kolejnych próśb, jednak… – przymknęła oczy i zamilkła na chwilę. Kontynuowała dopiero po chwili, jakby to co musiała powiedzieć nie chciało przejść jej przez gardło – …nie posiadam niczego wartościowego. Nie jestem w stanie zapłacić za wasz trud, panie, a nawet zrekompensować wyrządzonych szkód. Mój honor jest zhańbiony, ale chciałabym byś przyjął moją wierną służbę, nawet jeśli nie przyniesie ci ona chwały. 

Shinran?

Komentarze

Popularne posty