Od Lavera cd. Shinrana

Cóż, to było niezręczne. 

W drodze do domu Shinrana, Laver pogrążył się w rozmyślaniu. A im dłużej był w rozmyślaniu pogrążony, tym bardziej czuł się jak idiota – nie dość, że wygłosił rozmówcy cały pasywno-agresywny wykład na temat jego domniemanej fobii (nie dopuszczając go przy tym do głosu, warto wspomnieć, mimo iż próbował go zabrać) to jeszcze pomylił się w swoim osądzie, co ostatecznie zmusiło Shinrana do wyznania mu mających korzenie w traumie przyczyn swojego zachowania. Pomijając już takie oczywistości jak fakt, że Laver nie lubił się mylić - szczególnie jeśli chodziło o ludzi i ich wszelakie problemy - to czuł się źle z faktem, że wymógł na Shinranie usprawiedliwienie się, szczególnie że by się usprawiedliwić musiał wyznać coś tak osobistego. 

Cóż za wspaniały początek znajomości. 

Ponadto, czy mógł nazywać się człowiekiem, skoro nawet królik lepiej od niego rozumiał znaczenie osobistej przestrzeni? 

Zdecydował się więcej nie irytować Pietruszki i trzymać dystans, po raz kolejny zanotowawszy w duchu, żeby nie dotykać ludzi bez ich wiedzy i zgody - wiedząc, że i tak nic się w tym departamencie nie zmieni, ot, kolejny głupi odruch którego nie potrafi się oduczyć - i podążał posłusznie za swoim gospodarzem, nie komentując wciąż widocznych oznak jego zdenerwowania. Spojrzał dyskretnie na swoją rękę. Postanowił nie zaleczać natychmiastowo śladu po zębach króliczycy, chociaż - pamiętając co powiedział Shinran - upewnił się, że nie krwawi. 

~*~

Nagły krzyk gwałtownie wyrwał Lavera z myśli, które znów napłynęły kiedy jego rozmówca opuścił pokój. Zerwał się, by sprawdzić co się stało - a to co zobaczył nie wprawiło go w zbytnie zaskoczenie. Niewiele sobie robiąc z gorącej wody rozlanej dookoła, odkopnął lekko turlający się pod nogami i stanowiący przeszkodę na najkrótszej drodze do Shinrana. 

- Spokojnie, zaraz coś na to poradzimy - powiedział łagodnym tonem, nie wiadomo, bardziej do siebie czy do niego. - Proszę, usiądź - dodał, odsuwając krzesło. 

Kiedy usłuchał, przyklęknął na podłodze obok niego - zaraz obok Pietruszki, wyraźnie zaniepokojonej o swojego pana. Nie odważył się pogłaskać zwierzęcia, zwrócił się więc do chłopaka. 

- Zobaczę jak to wygląda, dobrze? - uzyskawszy pozwolenie w postaci skinięcia głową, odchylił szatę z jego piersi. - Zauważyłem że masz bardzo zadbany ogród. Może mi o nim opowiesz? - spytał, by czymś go rozproszyć. 

- Oczywiście... 

Wsłuchując się w głos Shinrana wziął głęboki oddech, po czym położył dłoń na formującym się świeżo oparzeniu i przymknął oczy, skupiając się na szumie krążącej pod skórą krwi, który usłyszał gdy tylko położył na niej palce. Sięgając do swojej mocy - uczucie było wciąż tak samo zniewalające jak za pierwszym razem, kiedy to zrobił - przyśpieszył wielokrotnie naturalne procesy gojenia. Obserwując proces spod drgających powiek, kontrolował jego przebieg - aż w końcu powoli cofnął dłoń, kiedy czuł pod nią już tylko gładką, zdrową skórę. Jego własne mięśnie zadrgały na znak protestu, nie chcąc tracić połączenia z domeną jego mocy, najbardziej pierwotną z części jego jestestwa, ale tytanicznym wysiłkiem woli zmusił je do posłuszeństwa. Starł nadgarstkiem kroplę potu spływającą po skroni, a przynajmniej spróbował to zrobić...

...kiedy uświadomił sobie że nie ma już ludzkich dłoni, w miejsce których pojawiły się czarne kocie łapki. Poczuł jak jego gardło zaciska się, niezdolne do wydania z siebie żadnego dźwięku, a jego oddech przyśpiesza, kiedy uświadomił sobie, że to znów się stało. Przemienił się. I nie miał pojęcia w jaki sposób się odmienić. 

Shinran?

Komentarze

Popularne posty