Od Lavera cd. Shinrana
- Nie wyglądałeś mi na
osobę, która boi się medyków. - powiedziałem, próbując zabrzmieć łagodnie.
Ludzie zwykle peszą się, kiedy konfrontuje się ich na temat ich słabości.
- Słucham?
- Cóż, słyszałem część twojej
rozmowy z Pietruszką - zaiste, wspaniałe stworzenie - i z tonu twojego głosu
wywnioskowałem, że jesteś zrelaksowany. Tylko dlatego postanowiłem się zbliżyć,
ponieważ nie śmiałbym przeszkadzać ci gdyby było inaczej. Niemniej jednak, na
mój widok przybrałeś defensywną postawę, przygarniając to, co jest dla ciebie…
tak przynajmniej zakładam… najważniejsze, czyli królika, bliżej siebie. Co
więcej, mimo iż nie wysłałem – tego jestem pewien - żadnego sygnału, który
mógłby zostać odczytany jako złe intencje, praktycznie zerwałeś się do
ucieczki. Czy się mylę?
Cały czas patrząc na Shinrana
podszedłem bliżej i schyliłem się, by podnieść leżącą w trawie szczotkę, którą
wyciągnąłem w jego kierunku jako gałązkę oliwną na znak pokoju, zapomniawszy,
że trzyma w obydwu rękach swojego ogromnego zwierza. Zanim zdołał poprawić jego
pozycję i uwolnić jedną rękę zbliżyłem się do niego i zatknąłem mu rękojeść
narzędzia za pas, na co zaskoczony cofnął się o krok.
- Ja… - zaczął mówić, jednakże mu
przerwałem.
- To było pytanie retoryczne, ja
rzadko się mylę – potarłem podbródek na znak zamyślenia. Przez lata obserwacji
zauważyłem, że ludzie lubią takie małe gesty, pozwalające im niejako rzucić
okiem na procesy zachodzące we wnętrzu mojego umysłu. Czytelna mowa ciała
zwykle czyni mnie dla nich bardziej przystępnym - Właściwie, usłyszawszy twój
głos, zacząłem myśleć. Mówiąc bardziej precyzyjnie, próbowałem przypomnieć
sobie, kiedy ostatnio widziałem twoją urodziwą twarz w okolicach mojego, jak
lubię to miejsce nazywać, laboratorium. I nie potrafiłem sobie tego
przypomnieć. Zacząłem więc rozważać wszystkie możliwości, dla których tak jest.
Najpierw, wpadłem na pomysł, że może po prostu nie bywasz w tych stronach, ot,
zdarza się i tak – ale przecież nie jest to wcale daleko od domu Lisiej Kitki,
a tam zdecydowanie cię widywałem.
Nie jestem w stanie wskazać
dokładnego momentu w którym mimowolnie zacząłem powoli krążyć dookoła chłopaka,
bacznie mu się przyglądając. Kiedy jednak się zorientowałem, prędko się zatrzymałem,
walcząc z odruchem. Lotta twierdzi, że kiedy to robię wyglądam jak jastrząb
kołujący nad upatrzoną ofiarą.
- Przepraszam za to –
odchrząknąłem, zmieszany. – Głupi odruch, którego nie potrafię się oduczyć.
Wracając… ostatecznie doszedłem do wniosku, że nie chodzi o miejsce, a o mnie.
Z jakiegoś powodu mnie unikasz. Wtedy, zacząłem zastanawiać się jaki jest tego
powód. Nie przypominam sobie, bym wyrządził ci jakąś krzywdę, a i nie wyglądasz
mi na osobę która byłaby skłonna do uprzedzeń na tle klasowym, drogą eliminacji
doszedłem więc do wniosku że musisz być jednym z tych, u których irracjonalny
lęk wywołuje moja profesja.
Wprawnym ruchem, szybciej niż
mógłby zareagować, położyłem dłoń na jego szyi. Uśmiechnąłem się lekko,
wyczuwając pod palcami pulsującą tętnicę.
- Tak jak myślałem. Przyśpieszony puls, drżący głos, słowotok i niezbyt subtelne próby ucieczki. Klasyczne objawy strachu – stwierdziłem, cokolwiek triumfalnie - Zaczynam się zastanawiać nad szczerością twojego zaproszenia – dodałem, wbrew sobie czując ukłucie zawodu.
Shinran?


Komentarze
Prześlij komentarz