Od Damoclesa cd. Nathair

Damocles słuchał, trąc bliznę na twarzy. A słuchając, zastanawiał się głęboko. I, sam sobie się dziwiąc, czuł się coraz głębiej zirytowany. Czyżby nie ustabilizował zaklęcia wystarczająco? Coś podobnego nie stało się tutaj od dekad, od czasu Incydentu. Uważał się za profesjonalistę - był profesjonalistą. Najwidoczniej otworzenie wrót do linii życia o którym mówił elf było ściśle powiązane z naturą celu zaklęcia, a nie z nim samym. Wszystko jest we krwi, jak zwykł mawiać. Obydwoje nie docenili tego, co niesie ze sobą krew tej konkretnej osoby. 

- Ostrzegałem cię, że wystąpienie przeciw swojemu dziedzictwu może nieść ze sobą konsekwencje - powiedział, rytmicznie bębniąc szponiastymi palcami o rozszczepiony blizną podbródek - Nic nie poradzisz. Jeżeli chcesz usłyszeć moje zdanie, najlepszym rozwiązaniem będzie abstynencja seksualna.

Elfka ponownie się zaśmiała. I śmiała się coraz silniej, i silniej, aż w końcu ledwie zatrzymywała się by złapać oddech. 

Mierząc się ze zjawiskami niepojmowalnymi dla słabych ludzkich umysłów a także ich wpływem na świat pojmowalny, Damocles zauważył u siebie postępującą na nie obojętność - a także towarzyszące jej osłabienie związków z ramami tego, co ludzie nazywają "rzeczywistością". Pojęcie poczytalności, a co za tym idzie i pojęcie obłędu z czasem stały się dla niego pojęciami zupełnie abstrakcyjnymi. Owszem, na przestrzeni całego swojego życia widział wielu ludzi których inni, "normalni" ludzie mówili, że są szaleńcami - co więcej, rozmawiał z nimi, czytał spisywane przez nich świadectwa - a mimo to, nie wierzył do końca w istnienie czystego szaleństwa. W tej chwili nie miał jednak wątpliwości, że to co widział przed sobą niebezpiecznie się o czyste szaleństwo ocierało. 

Działając niemalże wbrew sobie, podszedł do elfki i w niemej próbie udzielenia wsparcia objął ją, krótko i niezręcznie. Jej śmiech powoli wygasł - nie był pewien, czy próba się powiodła, czy była po prostu zaskoczona. Odsunąwszy się, pozostawił dłoń na jej ramieniu. 

- Przeznaczenie jest jak miecz zawieszony na końskim włosie - powiedział, a jego głos wybrzmiał znacznie łagodniej niż chciał by wybrzmiał - ale tutaj cię nie dosięgnie. Możesz tu zostać - postąpił krok w stronę wyjścia, chociaż przystanął, uświadomiwszy coś sobie. - Swoją drogą, nazywają mnie Damoclesem. Myślę że powinnaś to wiedzieć, biorąc pod uwagę to że okres naszej współpracy właśnie się przedłużył. Zawołaj gdybyś mnie potrzebowała, będę za domem. Muszę pomyśleć. 

W istocie, zaczął myśleć zanim jeszcze przestąpił próg. I myślał, poddając się kolejnym prostym, mechanicznym czynnościom. Przygotował beczkę czystej wody do namoczenia bobrzej skórki w przygotowaniu do mizdrowania, naszykował jego mięso do suszenia, pozbył się odpadów po patroszeniu - oddał je bagnu, wiedząc że jego drobni mieszkańcy pochłoną je i ponownie oddadzą naturze. Mimo to, nie był w stanie samotnie wymyślić rozwiązania idealnego - musiał skonsultować się z księgami. Westchnął ciężko, wiedząc, że uzyskanie od nich odpowiedzi zajmie co najmniej kilka dni - przypomniał sobie jednak, że dysponuje umysłem nie jednej, a dwóch osób. 

Z tą pocieszającą myślą wrócił do przerwanych tego ranka napraw. 

Nathair?

Komentarze

Popularne posty